Mały prosiaczek, który poszedł na targ.
Była sobie rodzina Pięciu Małych Prosiaczków, a Pani Świnka, ich mama, bardzo ich kochała. Niektóre z tych małych prosiaczków były bardzo grzeczne i bardzo starały się jej dogodzić. Najstarszy prosiaczek był tak aktywny i pomocny, że nazywano go Pan Świnka.

Pewnego dnia poszedł na targ z wozem pełnym warzyw, ale Rusty, osioł, zaczął pokazywać zły humor, zanim przebył daleką drogę. Żadne zachęty ani bicie nie sprawiły, że ruszył.
Więc Pan Świnka wyjął go z jarzm i, będąc bardzo silny, sam pociągnął wóz na targ. Kiedy dotarł, wszystkie pozostałe świnki zaczęły się śmiać. Ale nie śmiały się tak głośno, kiedy Pan Świnka opowiedział im o wszystkich swoich trudach na drodze. Pan Świnka nie tracił czasu na sprzedaż warzyw, a niedługo potem Rusty przybiegł kłusem na rynek. Ponieważ teraz wydawał się gotowy zająć swoje miejsce w wozie, Pan Świnka natychmiast wyruszył do domu. Gdy dotarł, opowiedział historię Pani Śwince, a ona nazwała go swoim najlepszym i najbardziej wartościowym synem.
Mały prosiaczek, który został w domu.
Ten mały prosiaczek bardzo chciał iść z bratem, ale ponieważ był tak psotny, że nie można mu było ufać daleko, mama kazała mu zostać w domu i pilnować ognia, podczas gdy ona poszła do młyna kupić mąkę. Ale gdy tylko został sam, zamiast uczyć się lekcji, zaczął drażnić biednego kota. Potem wziął miech i przeciął skórę nożem, aby sprawdzić, skąd wieje wiatr; a kiedy nie mógł tego odkryć, zaczął płakać.

Potem zniszczył wszystkie zabawki swojego brata; włożył pałeczkę do bębna, odciął ogon latawca, a następnie zdjął głowę konia. Potem poszedł do szafki i zjadł dżem. Kiedy Pani Świnka wróciła do domu, usiadła przy ogniu i, bardzo zmęczona, szybko zasnęła. Ledwo zasnęła, ten złośliwy mały prosiaczek wziął długi chusteczkę i związał ją do krzesła. Ale wkrótce się obudziła i odkryła wszystkie psoty, które robił. Od razu zobaczyła szkody wyrządzone zabawkom brata. Szybko więc wyciągnęła swój najgrubszy i najcięższy brzozowy kij i dała temu niegrzecznemu małemu prosiaczkowi lanie, którego długo nie zapomniał.
Mały prosiaczek, który jadł pieczeń.
Ten mały prosiaczek był bardzo dobry i ostrożny. Prawie nie sprawiał kłopotów matce i zawsze chętnie wykonywał wszystko, co mu kazała. Tutaj widzimy go siedzącego z czystymi rękami i twarzą przy pysznym kawałku pieczeni, podczas gdy jego leniwy brat, stojący na stołku w rogu z czapką głupka, nic nie dostaje.

Usiadł spokojnie i nauczył się lekcji, prosząc matkę, by go wysłuchała, gdy ją powtarzał. Zrobił to tak dobrze, że Pani Świnka pogłaskała go po uszach i czole, nazywając go dobrym małym prosiaczkiem. Następnie poprosił ją o pozwolenie, by pomóc jej przygotować herbatę. Przyniósł wszystko, czego potrzebowała, i zdjął czajnik z ognia, nie rozlewając ani kropli na stopy czy dywan. Wkrótce wyszedł, prosząc matkę o pozwolenie, by bawić się swoim obręczą. Nie zaszedł daleko, gdy zobaczył starego ślepego prosiaczka, który trzymając kapelusz w ręce, płakał z powodu zagubionego psa; wtedy włożył rękę do kieszeni i znalazł pół pensu, który dał biednemu staruszkowi. Za tak przemyślane postępowanie matka często dawała temu małemu prosiaczkowi pieczeń. Teraz przechodzimy do małego prosiaczka, który nic nie dostał.
Mały prosiaczek, który nic nie dostał.
Był to bardzo uparciuch i uparty mały prosiaczek. Matka kazała mu nauczyć się lekcji, ale ledwo wyszła do ogrodu, gdy rozerwał swoją książkę na kawałki. Kiedy matka wróciła, pobiegł na ulicę, by bawić się z innymi leniwymi małymi prosiaczkami jak on.

Potem pokłócił się z jednym z prosiaczków i dostał porządną lanie. Bojąc się wrócić do domu, został na dworze aż zrobiło się całkiem ciemno i złapał silne przeziębienie. Został więc zabrany do domu, położony do łóżka i musiał brać dużo nieprzyjemnych lekarstw.
Mały prosiaczek, który krzyczał „Kwik, kwik” całą drogę do domu.
Ten mały prosiaczek poszedł na ryby. Powiedziano mu, żeby nie wchodził na teren farmera Grumpeya, który nie pozwalał nikomu łowić ryb w swojej części rzeki. Ale mimo ostrzeżenia, ten głupi mały prosiaczek tam poszedł. Wkrótce złapał bardzo dużą rybę, a gdy próbował ją zanieść do domu, farmer Grumpey pobiegł z wielkim batem.

Szybko puścił rybę, ale farmer go złapał, i gdy przez jakiś czas przykładał bat do jego pleców, mały prosiaczek pobiegł do domu, krzycząc „Kwik, kwik, kwik” całą drogę.