Dawno, dawno temu żyła wdowa, która miała jedynego syna o imieniu Aladyn. Byli bardzo biedni i żyli z dnia na dzień, choć Aladyn robił, co mógł, by zarobić kilka groszy, zbierając banany w dalekich miejscach.
Pewnego dnia, gdy szukał dzikich fig w gaju nieopodal miasta, Aladyn spotkał tajemniczego nieznajomego. Mężczyzna był elegancko ubrany, miał ciemne oczy, starannie przystrzyżoną czarną brodę i wspaniały szafir w turbanie. Zadał Aladynowi niezwykłe pytanie:
„Chodź tutaj, chłopcze,” rozkazał. „Chciałbyś zarobić srebrny pieniążek?”
„Srebrny pieniążek!” zawołał Aladyn. „Panie, zrobiłbym wszystko dla takiej zapłaty.”

„Nie będę cię prosił o wiele. Po prostu zejdź do tego włazu. Jestem za duży, by się przecisnąć sam. Jeśli zrobisz, co proszę, otrzymasz swoją nagrodę.” Nieznajomy pomógł Aladynowi podnieść ciężką pokrywę włazu. Chłopiec, szczupły i zwinny, łatwo zszedł w dół. Jego stopy dotknęły kamienia i ostrożnie przeszedł kilka schodków… aż znalazł się w wielkiej komnacie.
Wydawało się, że wszystko tam się mieni, choć słabo oświetlone migoczącym światłem starej lampy oliwnej. Gdy oczy Aladyna przyzwyczaiły się do półmroku, zobaczył cudowny widok: drzewa pełne błyszczących klejnotów, garnce złota i skrzynie wypełnione bezcennymi kamieniami. Tysiące drogocennych przedmiotów leżało porozrzucanych wokół. To była prawdziwa skarbnica! Nie mogąc uwierzyć własnym oczom, Aladyn stał oszołomiony, gdy usłyszał za sobą krzyk.

„Lampę! Zgaś ogień i przynieś mi lampę!” Zaskoczony i podejrzliwy, Aladyn zastanawiał się, dlaczego nieznajomy, spośród całego tego skarbu, chce tylko starej lampy. Może był czarodziejem. Postanowił zachować ostrożność. Podniósł lampę i wrócił do wyjścia.
„Daj mi lampę,” nalegał czarodziej niecierpliwie. „Oddaj ją!” zaczął krzyczeć, wyciągając rękę, by ją chwycić, ale Aladyn ostrożnie się cofnął.
„Najpierw pozwól mi wyjść…”
„Szkoda dla ciebie,” warknął nieznajomy, zatrzaskując pokrywę włazu, nie zauważając, że w tym momencie pierścień zsunął mu się z palca. Przerażony Aladyn został w całkowitej ciemności, zastanawiając się, co zrobi czarodziej. Potem nadepnął na pierścień. Bezmyślnie włożył go na palec i kręcił w kółko. Nagle pokój wypełnił się różową poświatą i pojawił się wielki dżin, złożonymi rękami na chmurze.
„Na twój rozkaz, panie,” powiedział dżin.

Zdumiony Aladyn mógł tylko bełkotać:
„Chcę wrócić do domu!” W jednej chwili znalazł się z powrotem w swoim domu, choć drzwi były szczelnie zamknięte.
„Jak się dostałeś?” zawołała matka z kuchni, gdy tylko go zobaczyła. Podekscytowany syn opowiedział jej o swoich przygodach.
„Gdzie jest srebrna moneta?” zapytała matka. Aladyn przyłożył rękę do czoła. Wszystko, co przyniósł, to stara lampa oliwna. „O, matko! Przepraszam. To wszystko, co mam.”
„Cóż, miejmy nadzieję, że zadziała. Jest taka brudna…” i wdowa zaczęła pocierać lampę.
Nagle wyskoczył kolejny dżin, w obłoku dymu.
„Uwolniłeś mnie po wiekach! Byłem więźniem lampy, czekając, aż ktoś mnie uwolni. Teraz jestem twoim posłusznym sługą. Powiedz mi, czego pragniesz.” Dżin ukłonił się z szacunkiem. Aladyn i jego matka patrzyli bez słowa, a dżin, z nutą niecierpliwości, powiedział:
„Jestem na twój rozkaz. Powiedz, czego chcesz. Cokolwiek!” Aladyn przełknął ślinę i powiedział:
„Przynieś nam… przynieś…” Jego matka, która jeszcze nie zaczęła gotować, dodała: „…pyszny, duży posiłek.”

Od tego dnia wdowa i jej syn mieli wszystko, czego mogli pragnąć: jedzenie, ubrania i piękny dom, bo dżin z lampy spełniał wszystkie ich życzenia. Aladyn dorósł, stając się wysokim i przystojnym młodzieńcem, a jego matka uznała, że nadszedł czas, aby znalazł żonę.
Pewnego dnia, wychodząc z rynku, Aladyn zobaczył córkę sułtana, Halimę, w jej lektyce niesionej przez ulice. Zobaczył ją tylko przelotnie, ale wystarczyło, by zapragnął ją poślubić. Opowiedział o tym matce, a ona natychmiast powiedziała:
„Poproszę sułtana o rękę jego córki. Nie będzie mógł odmówić. Zobaczysz!”
I rzeczywiście, sułtan łatwo został przekonany przez skrzynię pełną wielkich diamentów. Jednak kiedy dowiedział się, po co przyszła wdowa, powiedział, że jej syn musi udowodnić swoje moce i bogactwo. Pomysł ten głównie należał do wezyra, który sam chciał poślubić piękną, ciemnowłosą córkę sułtana.
„Jeśli Aladyn chce poślubić Halimę,” powiedział sułtan, „jutro musi przysłać czterdziestu niewolników. Każdy musi przynieść skrzynię z drogocennymi kamieniami. I czterdziestu arabskich wojowników ma eskortować skarby.”

Matka Aladyna wróciła do domu zmartwiona. Dżin z lampy już czynił cuda, ale nic takiego. Aladyn jednak, gdy usłyszał wieści, wcale się nie zmartwił. Wziął lampę, potarł ją mocniej niż kiedykolwiek i powiedział dżinowi, czego potrzebuje. Dżin po prostu trzy razy zklaskał w dłonie. Pojawiło się czterdziestu niewolników niosących klejnoty, wraz z eskortą czterdziestu arabskich wojowników. Następnego dnia sułtan był zdumiony. Nigdy nie wyobrażał sobie, że takie bogactwo może istnieć. Gdy miał już zaakceptować Aladyna jako zięcia, zazdrosny wezyr wszedł z pytaniem:
„Gdzie będą mieszkać?” zapytał. Sułtan chwilę się zastanowił i pozwalając, by chciwość wzięła górę, powiedział Aladynowi, aby zbudował wspaniały pałac dla Halimy. Aladyn poszedł prosto do domu i tam, gdzie kiedyś był pustkowie, dżin zbudował pałac. Ostatnia przeszkoda została pokonana. Ślub odbył się z wielką pompą, a sułtan był zachwycony, znajdując tak bogatego i potężnego zięcia.
Wieść o nagłym bogactwie Aladyna rozeszła się szybko, aż pewnego dnia pod oknem pałacu zatrzymał się dziwny kupiec.
„Stare lampy za nowe!” zawołał do księżniczki stojącej na balkonie. Aladyn zawsze zachowywał swój sekret dla siebie, tylko jego matka go znała. Niestety Halima nie wiedziała nic. Chcąc sprawić Aladynowi niespodziankę i zrobić dobry interes, przyniosła starą lampę oliwną, którą widziała, jak Aladyn ją chował, i oddała ją kupcowi w zamian za nową.

Kupiec natychmiast zaczął ją pocierać… i dżin był teraz na usługach czarodzieja, który odzyskał swoją magiczną lampę.
W mgnieniu oka zabrał wszystkie dobra Aladyna i magicznie przeniósł pałac i księżniczkę do nieznanej krainy. Aladyn i sułtan byli zrozpaczeni. Nikt nie wiedział, co się stało. Tylko Aladyn domyślał się, że chodzi o magiczną lampę. Ale przypomniał sobie dżina z pierścienia. Wsadził pierścień na palec i obracał go w kółko.
„Zanieś mnie do miejsca, gdzie czarodziej ukrył moją żonę,” rozkazał dżinowi. W mgnieniu oka znalazł się w swoim pałacu i, podglądając zza zasłony, zobaczył czarodzieja i księżniczkę, teraz jego służebnicę.

„Psst! Psst!” syknął Aladyn.
„Aladyn! To ty…!”
„Ciszej. Nie daj mu się usłyszeć. Weź proszek i wsyp do jego herbaty. Zaufaj mi.” Proszek szybko zadziałał i czarodziej zapadł w głęboki sen. Aladyn szukał lampy wszędzie, ale jej nie znalazł. Ale musiała tam być. Jak inaczej czarodziej przeniósł pałac? Patrząc na śpiącego wroga, pomyślał o sprawdzeniu pod poduszką. „Lampa! Wreszcie,” westchnął, po czym szybko ją potarł.
„Witaj ponownie, panie!” zawołał dżin. „Dlaczego zostawiłeś mnie tak długo na usługach kogoś innego?”
„Witaj,” odpowiedział Aladyn. „Cieszę się, że cię widzę. Naprawdę tęskniłem! Dobrze, że znów jesteś przy mnie.”
„Na twój rozkaz,” uśmiechnął się dżin.

„Najpierw włóż tego złego czarodzieja w kajdany i zabierz daleko, gdzie nigdy nie będzie odnaleziony.” Dżin uśmiechnął się z zadowoleniem, skinął głową, a czarodziej zniknął. Halima chwyciła Aladyna w strachu:
„Co się dzieje? Kim jest ten dżin?”
„Nie martw się, wszystko jest w porządku,” uspokoił ją Aladyn, opowiadając całe zdarzenie, jak spotkał czarodzieja i zdobył magiczną lampę, dzięki której mógł ją poślubić. Wszystko wróciło do normy, a szczęśliwa para objęła się czuło.
„Czy możemy wrócić do naszego królestwa?” zapytała nieśmiało księżniczka, myśląc o ojcu tak daleko. Aladyn uśmiechnął się do niej.
„Magia, która was tu przywiodła, zabierze was z powrotem, ale ze mną u twego boku, na zawsze.”
Sułtan niemal zachorował ze strachu. Jego córka zniknęła wraz z pałacem, a zięć także zniknął. Nikt nie wiedział, gdzie się znajdują, nawet mędrcy wezwani pośpiesznie do pałacu, by odkryć, co się stało. Zazdrosny wezyr powtarzał:
„Mówiłem wam, że fortuna Aladyna nie może trwać.”
Wszyscy stracili nadzieję, aż w oddali Aladyn potarł magiczną lampę i powiedział do dżina:
„Zabierz moją żonę, mnie samego i pałac z powrotem do naszej krainy, jak najszybciej.”
„W mgnieniu oka, panie,” odpowiedział dżin. Na pstryknięcie palcami pałac wzniósł się w powietrze i przemieścił nad królestwem sułtana, nad głowami zdumionych poddanych. Delikatnie wylądował na starym miejscu. Aladyn i Halima pobiegli, aby objąć sułtana.

Do dziś w tej odległej krainie można podziwiać ślady dawnego pałacu, który ludzie nazywają „pałacem, który przyszedł z nieba”.