W sennym sercu Lasu Maplewood mieszkali Benny Niedźwiedź i Ruby Króliczka — najlepsi przyjaciele na świecie. Benny był duży i łagodny, miał doskonały nos do miodu i śmiech, który dudnił niczym grzmot. Ruby była szybka i sprytna, kochała przygody, a jej uszy drgały przy każdym dźwięku.
Pewnego jasnego, błękitnego poranka, gdy rosa lśniła na czubkach źdźbeł trawy, Ruby podskoczyła do jaskini Benny’ego z planem. „Dziś w nocy jest ostatnia pełnia lata!” zapiszczała z podekscytowaniem. „Upieczmy Placek Księżycowego Blasku i urządzimy piknik o północy. Przynosi szczęście!”
Oczy Benny’ego rozbłysły. Nigdy wcześniej nie próbował Placka Księżycowego Blasku. „Czego nam potrzeba?”

Pierwsze trzy składniki były łatwe do zdobycia. Benny poczłapał po plastry miodu do swojej ulubionej pasieki (z uprzejmym skinieniem głowy w stronę pszczół). Ruby przemknęła przez zarośla w poszukiwaniu najsoczystszych borówek, a razem znaleźli łąkę pełną dmuchawców i strząsnęli ich srebrny pyłek do słoika.
Ale promień księżyca? To było trudne. „Musimy poczekać do północy” — powiedziała Ruby. „Promienie księżyca można złapać tylko w szklanym słoiku pod największym i najjaśniejszym księżycem.”
Przez cały dzień się przygotowywali. Benny zamiatał omszałą polanę. Ruby wyłożyła foremkę do ciasta miękkimi liśćmi paproci. Śmiali się, śpiewali i próbowali borówek — tak na wszelki wypadek, oczywiście.

„Teraz!” — wyszeptała Ruby. Podała słoik Benny’emu. Ostrożnie wyciągnął łapę, lecz promień księżyca wymknął się.
„Jestem za wolny” — westchnął Benny.
„Spróbujmy razem” — powiedziała Ruby. Wskoczyła na plecy Benny’ego i razem wyciągnęli się, pochylili, aż wreszcie — dokładnie w chwili, gdy księżyc świecił najjaśniej — słoik złapał w sobie cienki skrawek promienia księżyca. Wewnątrz jarzył się delikatnie, wirując niczym srebrzysta mgła.

Wkrótce zapach słodkich jagód i złotego miodu popłynął między drzewami. Ciekawskie myszy, płochliwe jelenie, a nawet mądra stara sowa podeszły bliżej, zwabione pysznym aromatem.
Ruby i Benny zaprosili wszystkich na swój północny piknik. Pokroili magiczny placek i rozdali kawałki dookoła. Z każdym kęsem przyjaciele chichotali, szeptali życzenia i czuli w sercach ciepło oraz radość.
Gdy Benny oblizywał swoje lepkie łapy, a Ruby strzepywała okruszki z wąsików, księżyc nad nimi zdawał się uśmiechać. „To najlepszy Placek Księżycowego Blasku, jaki kiedykolwiek jadłem” — zamruczał Benny.

Od tamtej nocy, ilekroć księżyc był w pełni, zwierzęta Lasu Maplewood zbierały się na piknik o północy, mając nadzieję na kawałek Placka Księżycowego Blasku i szczyptę magii dzielonej wśród przyjaciół.