Calineczka

ornament

Była sobie kiedyś kobieta, która bardzo pragnęła mieć maleńkie dziecko, lecz nie mogła spełnić swego marzenia. W końcu udała się do wróżki i powiedziała: Bardzo chciałabym mieć małe dziecko; czy możesz mi powiedzieć, gdzie mogę je znaleźć?

– Och, to łatwo załatwić – odrzekła wróżka. – Oto ziarenko jęczmienia, inne niż te, które rosną na polach i które jedzą kury; włóż je do doniczki i zobacz, co się stanie.

– Dziękuję – powiedziała kobieta, i dała wróżce dwanaście szylingów, tyle bowiem kosztowało ziarenko jęczmienia. Wróciła do domu, zasadziła je, a wnet wyrosła z niego duża, piękna roślina, przypominająca tulipana, lecz jej liście były jeszcze ściśle zamknięte, jakby w pąku. – To cudowny kwiat – rzekła kobieta i pocałowała jego czerwono-złote płatki. Wtedy kwiat się rozchylił i okazało się, że to prawdziwy tulipan. A wewnątrz, na zielonych pręcikach, siedziała maleńka, delikatna dziewczynka.

Calineczka

Była zaledwie połowę długości kciuka, więc nazwano ją Calineczką, czyli Maleńką, ponieważ była tak mała. Łupinka orzecha, starannie wypolerowana, służyła jej za kołyskę; łóżeczko miała z liści fiołka, a przykrywała się płatkiem róży. Spała w nim nocą, a w dzień bawiła się na stole, gdzie kobieta postawiła talerzyk z wodą. Wokół talerzyka stały wieńce kwiatów z łodygami zanurzonymi w wodzie, a na powierzchni unosił się duży liść tulipana, który służył Calineczce za łódkę. Siedziała na nim i wiosłowała z jednej strony na drugą, używając dwóch końskich włosów jako wioseł. To był naprawdę czarujący widok.

Calineczka umiała też śpiewać tak słodko i delikatnie, że nikt nigdy nie słyszał piękniejszego głosu. Pewnej nocy, gdy spała w swoim łożeczku pod płatkiem róży, przez pękniętą szybę w oknie wpełzła wielka, brzydka, mokra ropucha. Skoczyła prosto na stół, gdzie spała Calineczka. – Jaka śliczna żonka byłaby z niej dla mojego syna! – powiedziała ropucha i wzięła łupinkę orzecha, w której spała dziewczynka, po czym wyskoczyła przez okno do ogrodu.

Calineczka

Na bagnistym brzegu szerokiego strumienia w ogrodzie mieszkała ropucha ze swoim synem. On był jeszcze brzydszy niż matka, a gdy zobaczył maleńką dziewczynkę w jej eleganckim łóżeczku, zawołał tylko: – Kum, kum, kum!

– Nie mów tak głośno, bo się obudzi – rzekła ropucha – a wtedy może uciec, bo jest lekka jak puch łabędzia. Położymy ją na liściu nenufaru na środku strumienia – to będzie dla niej jak wyspa, nie ucieknie; a w tym czasie przygotujemy pod bagnem komnatę, w której będzie mieszkać po ślubie.

Na środku strumienia rosły nenufary o szerokich, zielonych liściach unoszących się na wodzie. Największy z nich był dalej niż pozostałe, i tam właśnie ropucha popłynęła, niosąc w łupince orzecha śpiącą Calineczkę. Maleńka dziewczynka obudziła się wcześnie rano i zaczęła gorzko płakać, gdy zobaczyła, że jest otoczona wodą, bez żadnego brzegu w zasięgu wzroku.

Tymczasem stara ropucha była zajęta ozdabianiem swojego domu trzciną i żółtymi kwiatami, aby ładnie wyglądał dla nowej synowej. Potem popłynęła z brzydkim synem do liścia, na którym zostawiła Calineczkę. – Oto mój syn – powiedziała – będzie twoim mężem, a ty będziesz żyła szczęśliwie w bagnie przy strumieniu.

– Kum, kum, kum – rzekł tylko syn. Stara ropucha zabrała eleganckie łóżeczko i odpłynęła, zostawiając Calineczkę samą na zielonym liściu. Dziewczynka płakała – nie mogła znieść myśli, że miałaby mieszkać z ropuchami.

Małe rybki pływające pod liściem widziały ropuchę i słyszały, co mówiła. Gdy ujrzały Calineczkę, zobaczyły, jaka jest śliczna, i zasmuciły się, że ma zostać żoną brzydkiego ropucha. – Nie, nigdy na to nie pozwolimy! – powiedziały. Zebrały się więc wokół łodygi, która trzymała liść, i pogryzły ją zębami u nasady. Liść oderwał się i popłynął z prądem, niosąc Calineczkę daleko, daleko od brzegu.

Calineczka

Calineczka płynęła obok wielu miasteczek, a ptaki w krzakach śpiewały: – Jaka śliczna maleńka istota! – Liść niósł ją dalej i dalej, aż dopłynęła do innych krain. Delikatny biały motylek krążył wokół niej, aż w końcu usiadł na liściu. Calineczka cieszyła się jego towarzystwem – teraz ropucha nie mogła jej już dosięgnąć, a kraj, przez który płynęła, był piękny i zalany słońcem, które sprawiało, że woda błyszczała jak płynne złoto. Zdjęła swój pasek, przywiązała jeden jego koniec do motyla, a drugi do liścia, który teraz płynął szybciej niż przedtem, niosąc Calineczkę dalej.

Nagle przyleciał chrabąszcz; gdy tylko ją zobaczył, chwycił ją delikatnymi szczypcami za talię i uniósł na drzewo. Zielony liść popłynął z prądem, a biedny motylek, przywiązany do niego, nie mógł się uwolnić.

Calineczka

Och, jakże przestraszona poczuła się mała Tiny, gdy chrabąszcz poleciał z nią na drzewo! Ale szczególnie żałowała pięknego białego motyla, którego przywiązała do liścia, bo jeśli nie zdoła się uwolnić, umrze z głodu. Chrabąszcz jednak wcale się tym nie przejmował. Usiadł obok niej na dużym zielonym liściu, dał jej do zjedzenia trochę miodu z kwiatów i powiedział, że jest bardzo ładna, choć zupełnie nie przypomina chrabąszcza. Po chwili wszystkie chrabąszcze podniosły czułki i powiedziały: „Ona ma tylko dwie nogi! Jak to brzydko wygląda. Nie ma czułków”, powiedział drugi. „Jej talia jest całkiem wąska. Puchatek! Jest jak człowiek”.

Och! Jest brzydka, powiedziały wszystkie chrabąszcze, chociaż Tiny była bardzo ładna. Wtedy chrabąszcz, który z nią uciekł, uwierzył wszystkim innym, gdy mówili, że jest brzydka, i nie chciał jej nic więcej powiedzieć, więc powiedział jej, że może iść, gdzie zechce. Potem sfrunął z nią z drzewa i posadził ją na stokrotce, a ona zapłakała na myśl, że jest tak brzydka, że ​​nawet chrabąszcze nie miałyby jej nic do powiedzenia. A przez cały czas była naprawdę najpiękniejszym stworzeniem, jakie można sobie wyobrazić, tak delikatnym i delikatnym jak piękny liść róży.

Przez całe lato biedna mała Tiny mieszkała zupełnie sama w rozległym lesie. Utkała sobie posłanie z źdźbeł trawy i powiesiła je pod szerokim liściem, aby chronić się przed deszczem. Wysysała miód z kwiatów dla pożywienia i piła rosę z ich liści każdego ranka.

Tak przeminęło lato i jesień, a potem nadeszła zima, długa, mroźna zima. Wszystkie ptaki, które tak słodko jej śpiewały, odleciały, a drzewa i kwiaty zwiędły. Duży liść koniczyny, pod którego osłoną żyła, był teraz zwinięty i pomarszczony, nie pozostała po nim nic poza żółtą, zwiędłą łodygą. Poczuła przeraźliwy chłód, bo jej ubranie było podarte, a ona sama była tak krucha i delikatna, że ​​biedna mała Tiny omal nie zamarzła na śmierć.

Zaczął padać śnieg; a płatki śniegu, gdy na nią padały, były niczym cała łopata spadająca na jedną z nas, bo jesteśmy wysocy, a ona miała zaledwie cal wzrostu. Potem owinęła się suchym liściem, ale pękł w środku i nie mógł jej ogrzać, a ona zadrżała z zimna.

W pobliżu lasu, w którym mieszkała, znajdowało się pole kukurydzy, ale kukurydza była ścięta dawno temu; nie pozostało nic poza gołym, suchym ścierniskiem wystającym z zamarzniętej ziemi. To było dla niej jak przedzieranie się przez wielki las. Och! jakże drżała z zimna. W końcu dotarła do drzwi polnej myszy, która miała małą norę pod ścierniskiem. Tam mieszkała polna mysz w cieple i komnacie, z całym pokojem pełnym kukurydzy, kuchnią i piękną jadalnią.

Biedna mała Tiny stała przed drzwiami niczym mała żebraczka i błagała o mały kawałek jęczmienia, bo od dwóch dni nie miała ani kęsa do jedzenia.

Ty biedne stworzenie, powiedziała mysz polna, która w istocie była poczciwą myszą polną, chodź do mojego ciepłego pokoju i zjedz ze mną obiad. Była bardzo zadowolona z Tiny, więc powiedziała: „Możesz zostać u mnie całą zimę, jeśli chcesz; ale musisz dbać o czystość i porządek w moich pokojach i opowiadać mi historie, bo bardzo chętnie ich posłucham”. I Tiny zrobiła wszystko, o co poprosiła ją mysz polna, i poczuła się bardzo komfortowo.

Calineczka

Wkrótce będziemy mieli gościa – powiedziała pewnego dnia mysz polna. – Mój sąsiad odwiedza mnie raz w tygodniu. Jest w lepszej sytuacji niż ja; ma duże pokoje i nosi piękny czarny aksamitny płaszcz. Gdybyś tylko mogła go wziąć za męża, naprawdę byłabyś dobrze zabezpieczona. Ale jest niewidomy, więc musisz mu opowiedzieć kilka swoich najpiękniejszych historii.

Tysiąc jednak wcale nie był zainteresowany tym sąsiadem, bo był kretem. Przyszedł jednak i złożył wizytę ubrany w swój czarny aksamitny płaszcz.

Jest bardzo bogaty i uczony, a jego dom jest dwadzieścia razy większy od mojego – powiedziała mysz polna.

Był niewątpliwie bogaty i uczony, ale zawsze mówił lekceważąco o słońcu i pięknych kwiatach, ponieważ nigdy ich nie widział. Tysiąc musiał mu śpiewać: „Biedronko, biedronko, leć do domu” i wiele innych pięknych piosenek. A kret zakochał się w niej, bo miała taki słodki głos; ale na razie nic nie powiedział, bo był bardzo ostrożny.

Kret niedawno wykopał pod ziemią długi korytarz, który prowadził z legowiska myszy polnej do jego własnego, i tutaj mogła spacerować z Tiny, kiedy tylko chciała. Ostrzegł ich jednak, by nie bali się widoku martwego ptaka leżącego w korytarzu. Był to ptak w doskonałym stanie, z dziobem i piórami, który nie mógł być martwy od dawna i leżał dokładnie tam, gdzie kret zrobił sobie przejście.

Kret wziął do pyska kawałek fosforyzującego drewna, który zabłysnął jak ogień w ciemności; następnie poszedł przed nimi, aby oświetlić im długi, ciemny korytarz. Gdy dotarli do miejsca, gdzie leżał martwy ptak, kret wepchnął swój szeroki nos w sufit, ziemia się zapadła, tworząc dużą dziurę, przez którą do korytarza wpadało światło dzienne. Na środku podłogi leżała martwa jaskółka, z pięknymi skrzydłami podciągniętymi do boków, łapami i głową schowaną pod piórami; biedny ptak najwyraźniej zdechł z zimna. Maleńka Tiny bardzo zasmuciła się na jego widok, tak kochała małe ptaszki; całe lato tak pięknie dla niej śpiewały i ćwierkały. Ale kret odepchnął go na bok swoimi krzywymi nogami i powiedział: „Już nie będzie śpiewał”. Jakże nieszczęśliwie musi być urodzić się małym ptaszkiem! Jestem wdzięczny, że żadne z moich dzieci nigdy nie będzie ptakiem, bo nie potrafią nic innego, jak tylko płakać, ćwierkać, ćwierkać i zawsze umierać z głodu zimą.

Tak, możesz tak powiedzieć, jako mądry człowiek! wykrzyknęła mysz polna. „Po co mu to ćwierkanie, bo gdy nadejdzie zima, albo umrze z głodu, albo zamarznie na śmierć. Ptaki są przecież bardzo wysoko hodowane”.

Tiny nic nie powiedziała; ale gdy dwie pozostałe odwróciły się do ptaka plecami, pochyliła się i odgarnęła miękkie pióra, które okrywały jego głowę, i pocałowała zamknięte powieki. „Może to ten, który tak słodko mi śpiewał latem” – powiedziała; Ileż radości mi to sprawiło, drogi, śliczny ptaszku.

Kret zatkał dziurę, przez którą wpadało światło dzienne, i odprowadził damę do domu. Ale w nocy Tiny nie mogła spać; wstała więc z łóżka i utkała duży, piękny dywan z siana; potem zaniosła go martwemu ptaszkowi i rozłożyła na nim; z dodatkiem puchu z kwiatów, który znalazła w pokoju myszy polnych. Był miękki jak wełna, i rozłożyła go po obu stronach ptaszka, żeby mógł się ciepło położyć w zimnej ziemi.

Żegnaj, śliczny ptaszku, powiedziała, żegnaj; dziękuję ci za twój uroczy śpiew latem, kiedy wszystkie drzewa były zielone, a ciepłe słońce świeciło na nas. Potem położyła głowę na piersi ptaszka, ale natychmiast się zaniepokoiła, bo zdawało się, że coś w ptaszku zrobiło bum, bum. To było serce ptaka; nie był naprawdę martwy, tylko zdrętwiały z zimna, a ciepło przywróciło mu życie.

Jesienią wszystkie jaskółki odlatują do ciepłych krajów, ale jeśli któraś się zatrzyma, mróz ją chwyta, zamarza i spada jak martwa; zostaje tam, gdzie upadła, a zimny śnieg ją przykrywa. Tiny bardzo drżała; była przerażona, bo ptak był duży, znacznie większy od niej, miała zaledwie cal wzrostu. Ale zebrała się na odwagę, nałożyła grubszą warstwę wełny na biedną jaskółkę, a następnie wzięła liść, którego użyła jako kołdry, i przykryła nim głowę biednego ptaka.

Następnego ranka znowu wymknęła się, żeby go zobaczyć. Żył, ale był bardzo słaby; mógł tylko na chwilę otworzyć oczy, by spojrzeć na Tiny, która stała obok, trzymając w dłoni kawałek spróchniałego drewna, bo nie miała innej latarni. Dziękuję, śliczna dziewczynko, powiedziała chora jaskółka; tak dobrze się ogrzałam, że wkrótce odzyskam siły i będę mogła znów latać w ciepłym słońcu.

Och, powiedziała, teraz jest zimno na dworze; pada śnieg i mróz. Zostań w ciepłym łóżku; zaopiekuję się tobą.

Potem przyniosła jaskółce trochę wody w liściu kwiatu, a kiedy się napiła, powiedziała jej, że zraniła jedno ze skrzydeł o ciernisty krzew i nie może latać tak szybko jak inne, które wkrótce były daleko w podróży do ciepłych krajów. W końcu spadła na ziemię i nie mogła już sobie przypomnieć, ani jak znalazła się tam, gdzie ją znalazła.

Całą zimę jaskółka przebywała pod ziemią, a Tiny pielęgnowała ją z troską i miłością. Ani kret, ani mysz polna nic o tym nie wiedziały, bo nie lubiły jaskółek. Wkrótce nadeszła wiosna i słońce ogrzało ziemię. Wtedy jaskółka pożegnała się z Tiny i otworzyła dziurę w suficie, którą zrobił kret. Słońce świeciło na nich tak pięknie, że jaskółka zapytała ją, czy pójdzie z nim; Mogłaby usiąść na jego grzbiecie, powiedział, a on odleciałby z nią do zielonego lasu. Ale Tiny wiedziała, że ​​bardzo by zasmuciła mysz polną, gdyby zostawiła ją w ten sposób, więc powiedziała: Nie, nie mogę.

Żegnaj więc, żegnaj, dobra, śliczna dziewczynko, powiedziała jaskółka; i odleciała w słońce.

Tiny patrzyła za nim, a łzy napłynęły jej do oczu. Bardzo kochała biedną jaskółkę.

Ćwierkaj, ćwierkaj, śpiewał ptak, odlatując w zielony las, a Tiny poczuła się bardzo smutna. Nie pozwolono jej wyjść na ciepłe słońce. Zboże, które zostało zasiane na polu nad domem myszy polnej, wyrosło wysoko w powietrze i utworzyło gęsty las dla Tiny, która miała zaledwie cal wzrostu.

Wyjdziesz za mąż, Tiny, powiedziała mysz polna. Mój sąsiad pytał o ciebie. Jakież to szczęście dla takiego biednego dziecka jak ty. Teraz przygotujemy ci suknię ślubną. Musi być wełniana i lniana. Niczego nie może brakować, skoro jesteś żoną kreta.

Tiny musiała kręcić wrzecionem, a mysz polna wynajęła cztery pająki, które miały tkać dniem i nocą. Każdego wieczoru kret ją odwiedzał i nieustannie mówił o tym, kiedy skończy się lato. Wtedy miał się z nią żenić; ale teraz upał słońca był tak wielki, że palił ziemię i czynił ją twardą jak kamień. Gdy tylko lato się skończy, miało się odbyć wesele. Ale Tiny wcale nie była zadowolona; nie lubiła bowiem uciążliwego kreta. Każdego ranka, gdy słońce wschodziło i każdego wieczoru, gdy zachodziło, wyłaniała się przez drzwi i gdy wiatr rozwiewał kłosy, tak że mogła zobaczyć błękitne niebo, myślała o tym, jak pięknie i jasno ono wygląda, i tak bardzo pragnęła znów zobaczyć swoją ukochaną jaskółkę. Ale ona nigdy nie wróciła; bo w tym czasie odleciała daleko, do pięknego zielonego lasu.

Kiedy nadeszła jesień, Tiny miała już gotowy strój; a mysz polna powiedziała jej: Ślub musi się odbyć za cztery tygodnie.

Wtedy Tiny zapłakała i powiedziała, że ​​nie wyjdzie za mąż za tego wstrętnego kreta.

Bzdura, odpowiedziała mysz polna. Nie bądź uparta, bo ugryzę cię moimi białymi zębami. To bardzo ładny kret; nawet królowa nie nosi piękniejszych aksamitów i futer. Jego kuchnia i piwnice są pełne. Powinnaś być bardzo wdzięczna za takie szczęście.

Wyznaczono więc dzień ślubu, w którym kret miał zabrać Tiny, by zamieszkała z nim głęboko pod ziemią i nigdy więcej nie ujrzała ciepłego słońca, bo go nie lubiła. Biedne dziecko było bardzo nieszczęśliwe na myśl o pożegnaniu pięknego słońca, a ponieważ mysz polna pozwoliła jej stanąć w drzwiach, poszła jeszcze raz je obejrzeć.

Żegnaj, jasne słońce – zawołała, wyciągając ku niemu rękę; po czym odeszła kawałek od domu; zboże bowiem zostało skoszone, a na polach pozostało tylko suche ściernisko. Żegnaj, żegnaj – powtórzyła, oplatając ramieniem mały, czerwony kwiatek, który rósł tuż obok. Pozdrów ode mnie jaskółkę, jeśli ją jeszcze raz zobaczysz.

Ćwierkanie, ćwierkanie – rozległo się nagle nad jej głową. Spojrzała w górę i zobaczyła jaskółkę przelatującą tuż obok. Gdy tylko dostrzegła Malutkiego, ucieszyła się; a potem powiedziała mu, jak bardzo nie chce poślubić brzydkiego kreta i wiecznie żyć pod ziemią, by nigdy więcej nie zobaczyć jasnego słońca. I mówiąc mu, rozpłakała się.

Nadchodzi mroźna zima – powiedziała jaskółka – a ja odlecę do cieplejszych krajów. Pójdziesz ze mną? Możesz usiąść mi na grzbiecie i przepasać się swoim pasem. Potem możemy odlecieć od brzydkiego kreta i jego ponurych pokoi, daleko, ponad góry, do cieplejszych krajów, gdzie słońce świeci jaśniej niż tutaj; gdzie zawsze trwa lato, a kwiaty kwitną piękniej. Leć teraz ze mną, kochany mały Tiny; uratowałeś mi życie, kiedy leżałem zamarznięty w tym ciemnym korytarzu.

Tak, pójdę z tobą, powiedziała Tiny; i usiadła na grzbiecie ptaka, z nogami na jego rozpostartych skrzydłach, i przywiązała pas do jednego z jego najmocniejszych piór.

Calineczka

Wtedy jaskółka wzbiła się w powietrze i pofrunęła nad lasem i nad morzem, wysoko nad najwyższymi górami, pokrytymi wiecznym śniegiem. Tiny zamarzłaby w zimnym powietrzu, ale skradała się pod ciepłymi piórami ptaków, trzymając małą główkę odkrytą, by móc podziwiać piękno krain, nad którymi przelatywały.

W końcu dotarli do ciepłych krajów, gdzie słońce świeci jasno, a niebo wydaje się o wiele wyżej nad ziemią. Tutaj, na żywopłotach i przy drogach, rosły fioletowe, zielone i białe winogrona; cytryny i pomarańcze zwisały z drzew w lesie; a powietrze pachniało mirtami i kwiatami pomarańczy. Piękne dzieci biegały po wiejskich drogach, bawiąc się dużymi, wesołymi motylami; a gdy jaskółka leciała coraz dalej i dalej, każde miejsce wydawało się jeszcze piękniejsze.

W końcu dotarli do błękitnego jeziora, a nad nim, w cieniu drzew o najgłębszej zieleni, stał pałac z olśniewająco białego marmuru, zbudowany w dawnych czasach. Wokół jego wysokich filarów kępy winorośli, a na szczycie znajdowało się wiele jaskółczych gniazd, a jedno z nich było domem jaskółki, która niosła Tiny.

To mój dom – powiedziała jaskółka – ale nie byłoby dobrze, gdybyś tam mieszkał, nie czułbyś się komfortowo. Musisz wybrać sobie jeden z tych pięknych kwiatów, a ja cię na nim położę, a wtedy będziesz miał wszystko, czego zapragniesz, by cię uszczęśliwić.

To będzie zachwycające – powiedziała i klasnęła w małe rączki z radości.

Na ziemi leżał duży marmurowy filar, który upadłszy, rozbił się na trzy części. Pomiędzy tymi kawałkami rosły najpiękniejsze, duże, białe kwiaty; więc jaskółka sfrunęła z Tiny i posadziła ją na jednym z szerokich liści. Lecz jakże była zdziwiona, widząc pośrodku kwiatu maleńkiego człowieczka, tak białego i przezroczystego, jakby był z kryształu! Miał złotą koronę na głowie i delikatne skrzydełka na ramionach i był niewiele większy od samej Tiny. Był aniołem kwiatu; bo w każdym kwiecie mieszkają maleńki mężczyzna i maleńka kobieta; a on był królem ich wszystkich.

Calineczka

Och, jaki on piękny! – wyszeptał Tiny do jaskółki.

Mały książę początkowo przestraszył się ptaka, który w porównaniu z tak delikatnym stworzeniem jak on sam był niczym olbrzym; ale gdy zobaczył Tiny, ucieszył się i pomyślał, że to najpiękniejsza mała dziewczynka, jaką kiedykolwiek widział. Zdjął z głowy złotą koronę i włożył ją na jej głowę, pytając o jej imię i czy zostanie jego żoną i królową wszystkich kwiatów.

To z pewnością zupełnie inny mąż niż syn ropuchy czy kreta, z moim czarnym aksamitem i futrem; więc powiedziała: „Tak”, przystojnemu księciu. Wtedy wszystkie kwiaty się rozkwitły i z każdego wyszła mała dama lub mały lord, wszystkie tak śliczne, że patrzenie na nie było prawdziwą przyjemnością. Każdy z nich przyniósł Tiny prezent; ale najlepszym podarunkiem była para pięknych skrzydeł, które należały do ​​dużej białej muchy i które przymocowano do ramion Tiny, aby mogła latać z kwiatka na kwiatek. Potem zapanowała wielka radość, a mała jaskółka, która siedziała nad nimi w swoim gnieździe, została poproszona o zaśpiewanie pieśni weselnej, co zrobiła najlepiej, jak potrafiła; lecz w sercu czuła smutek, gdyż bardzo kochała Tiny i nie chciała się z nią nigdy rozstawać.

Nie musisz już nazywać się Tiny, powiedział do niej duch kwiatów. To brzydkie imię, a ty jesteś taka śliczna. Będziemy cię nazywać Maja.

Żegnaj, żegnaj, powiedziała jaskółka z ciężkim sercem, opuszczając ciepłe kraje, by odlecieć z powrotem do Danii. Tam miała gniazdo nad oknem domu, w którym mieszkał pisarz baśni. Jaskółka śpiewała: Ćwierkaj, ćwierkaj, i z jej pieśni zrodziła się cała historia.

Perguntas Frequentes

Para qual idade esta história é adequada?

Esta história é adequada para 3–7 lata.

Posso ouvir esta história em áudio?

Esta história pode ser lida online gratuitamente.

Qual é a duração desta história para crianças?

Esta é uma curta história para crianças que geralmente pode ser lida em 20 minut

Estas histórias para dormir são gratuitas para ler?

Sim, você pode ler estas histórias para dormir online gratuitamente.

Esta história é adequada para crianças?

Sim, esta história foi escrita para crianças e é perfeita para leitura antes de dormir.

Share "Calineczka" on FacebookShare "Calineczka" on XShare "Calineczka" on PinterestShare "Calineczka" on VKShare "Calineczka" on ThumblrShare "Calineczka" on WhatsApp
Download FairyTales+ on Apple StoreDownload FairyTales+ on Apple Store