Padało i padało, i padało. Prosiaczek mówił sobie, że nigdy w całym swoim życiu, a był, kto wie ile lat—trzy, a może cztery?—nigdy nie widział tyle deszczu. Dni i dni i dni. „Gdybym tylko,” pomyślał, patrząc przez okno, „był w domu Kubusia, albo Krzysia, albo Królika, kiedy zaczęło padać, to miałbym towarzystwo przez cały ten czas, zamiast siedzieć tu sam, nie mając nic do roboty poza zastanawianiem się, kiedy to się skończy.” I wyobrażał sobie rozmowę z Kubusiem: „Widziałeś kiedyś taki deszcz,