Pewnego dnia, kiedy słońce wróciło nad Las, przynosząc ze sobą zapach maja, a wszystkie strumyki Lasu dzwoniły radośnie, odnajdując swoje własne piękne kształty, a małe oczka wody marzyły o życiu, które widziały, i o wielkich rzeczach, które zrobiły, w cieple i spokoju Lasu kukułka starannie ćwiczyła swój głos, słuchając, czy mu się podoba, a grzywacze skarżyły się sobie cicho w swoim leniwym, wygodnym sposobie, że to wina innych, ale nie miało to większego znaczenia; w taki dzień Krzysztof Robi